środa, 5 lipca 2023

Nie do obrony

 Seminarium poszło fatalnie. Dwie osoby oddały prace w czas i w efekcie zostały wyróżnione. Jedna osoba  nie przysłała nic, jedna przysłała 3 niepowiązane ze sobą rozdziały, jedna- jakieś pseudonaukowe dywagacje a jedna 20 stron nie na temat. 

Reszta to chaos i nieudane dłuższe wypracowania, które trudno nazwać rozprawką. 

W dodatku wszyscy spóźnieni przysłąli te swoje osobiste opus magnum na 3 tygodnie przed obroną. A powinni pół roku wcześniej, żeby można nad nimi sensownie popracować przez dłuższy czas. W końcu to proces i droga dojścia jest dosyć istotna.  

Hmmm.... W związku z dodatkowymi obowiązkami- konsultacje, czasopismo, artykuły, administracyjna pańszczyzna, prace projektowe, sekretarzowanie, samobiczowanie,  z przepracowania konanie- stanąłem w obliczu totalnej klęski. 

...

Skonsultowałem się z recenzentką. Po wielu szczerych rozmowach postanowiłem 'podjąć wyzwanie actimela' i uratować co się da.

Na pierwszy ogień poszły wyroby naukopodobne. Trzy niepowiązane rozdziały, dwadzieścia stron mącenia wody i językowa masakra zostały odłożone na zaś, bo i tak nie ma sensu ich prostować kosztem innych, których można jeszcze uratować. Ci inni mają przynajmniej szansę na nadzieję. Poprawione pewnie bedą na 3 z dziesięcioma minusami (byle nie trzynastoma). Zobaczymy tylko co powie recenzentka. 

Jak ich zje to przy okazji i mnie. 

Wyjdę na totalnego idiotę. 

Ale niech tam! Raz kozie śmierć.

O dziwo- recenzentka stwierdziła, że na trzy z dziesięcioma minusami mogą być. Dobrze, kiedy recenzent i promotor mówią tym samym językiem. To wiele ułatwia. I koza nie musi umierać.

Po obronie dostałem maila od mąciciela naukowej żybury, że jest zdeterminowany, żeby bronić się jeszcze w lipcu i prosi o sprawdzenie pracy, bo złożył wniosek o zaliczenie seminarium przez dziekana i jest zdeterminowany i chciałby się bronić i jest zdeterminowany i chciałby.

Rzuciłem okiem na pracę jeszcze raz ale nie wydawało mi się, żeby to było coś do obrony.

W następnym dniu, wracając z pieknych okoliczności przyrody- z miejsca, w którym odcinam się od toksycznej rzeczywistości i jeszcze bardziej toksycznych ludzi, gdzie sarny, bażanty, dziki i inne dzikości grasują,  nieopatrznie spojrzałęm na telefon, który wyraźnie wyrażał groźbę, że pół instytutu mnie szuka. A konretnie Dyrektor i Sekretariat

Koniec odcinania się oznacza zwykle początek ścinania (mnie jako skazańca oczywiście).

hmmmmm... oddzwoniłem.


Sekretarka poinformowała, że czeka na mnie podanie do zaopiniowania i że jest ono dość pilne.

Akurat następnego dnia miałem w planie wizytę w instytucie. Wprawdzie semestr się skończył i nie musiałem już mieć konsultacji, ale musiałem rozliczyć się z różnych innych obowiązków administracyjno-organizacyjno-bezsesownie-dobijających-i-czasomordujących. 

No dobrze. 

Podroczyłem się z sekretarką przez ułamek sekundy, żeby zgrywać niedostępnego ale nie na tyle, żeby ją zdenerwować albo zasmucić i obiecałem podejść następnego dnia w celu wyrażenia dobrej woli.

Jednak w drodze do domu proces myślowy zachodził dalej gdzieś wewnątrz zakamarków umysłu dość doświadczonego już przez życie i ludzi adiunkta.

Wszystkie znane mi podania i wnioski zostały już załatwione. 

Może jakiś student chce przełożyć praktyki na lepszą przyszłość ...

albo???....

eureka!!!

mąciciel naukowej żybury!!!

przecież napisał, że napisał wniosek!

To może być tylko on!!!

Pragnie mącić dalej!!!

Jako rzekłem- następnego dnia, z trudno ukrywaną ciekawością pospieszyłem do sekretariatu jeszcze przed innymi obowiązkami. 

Chyciłem wniosek studenta.

Jest!

Faktycznie- mąciciel naukowej żybury!

Przebiegłem wzrokiem po uzasadnieniu wniosku. Z opisu wychodziło na to, że jestem wyjątkowym opierd..czem i  że nie chce mi się czytać doskonałej pracy wyjątkowego studenta, który sam sobie wszystko sprawdził  i jego zdaniem nic nie trzeba  poprawiać!

ODROBINKĘ... 

aczkolwiek skutecznie

zdębiałem ...

na chwilę.

Przypomniałem sobie bezczelne i totalnie bezkrytyczne pytanie w stosunku do moich uwag merytorycznych, które naukowy arcymąciciel mi przesłał: 

"co w tej pracy nie nadaje się do obrony i co w bibliografii jest nie tak, skoro ona się generuje automatycznie?"

Przypomniałem sobie również moją nagłą odpowiedź, gdyż takiej bezczelności (biorąc pod uwagę, że niechodzącego na seminaria gościa ledwo, co kojarzyłem) bez odpowiedzi nie mogłem zostawić. Przypomniałem sobie, że wskazałem, że 

1.wypracowanie na 20 stron nie nadaje się do obrony jako praca licencjacka), 

2.praca w połowie jest nie na temat 

3.a zapis bibliograficzny niekonsekwentny ( a uczyliśmy się go na pierwszym seminarium). 

To samo napisałem we wniosku. 

Non Draco Sit Mihi Dux

 ale w razie czego nie zawaham się go użyć.


p.s. był taki moment, że zastanawiałem się, czy nie odegrać przed sekretarkami monodramu, w którym bym biegał po sekretariatach i korytarzach, wydzierając się wniebobogłosy, żeby szybko zwoływać komisję, bo student dojrzał i chce się bronić

tak żeby się poważnie zastanawiały czy mi nie odbiło z gorąca na dworze

absurd sytuacji byłby epicki i odpowiedni

stwierdziłem jednak , że na zimno będzie smakować lepiej

opiszę w internetach, 

 

p.s. do p.s.

(Na prośbę tych, którzy przeżyli, nazwiska zostały zmienione. Z szacunku dla zmarłych, całą resztę opowiedziano dokładnie tak, jak się wydarzyła)



wtorek, 4 lipca 2023

Konsultacje. Historia niewiarygodnie prawdziwa

 Dzień przed zamknięciem systemu:

Studentka
Szanowny Panie Doktor, 
Piszę z pytaniem o ocenę z Wprowadzenia do dendrologii. Uczęszczam na pierwszy rok drzwoznawstwa i należę do grupy pierwszej. Wszystkie moje koleżanki z grupy mają już wystawione oceny, a w moim usosie nic się nie pojawiło. Czy to znaczy, że nie zaliczyłam przedmiotu? 
Z poważaniem, 
Pucio Pucio

Wykładowca
Dzien dobry,
zaraz po skonczonych zajeciach (dwa miesiące temu) wyslalem propozycje ocen
nie bylo wtedy zastrzezen
a zaliczenia byly wystawiane na podstawie list obecnosci i aktywnosci
pozdrawiam Doktor Wiktor

Studentka
Szanowny Panie Doktor, 
Czy mogę zapytać gdzie były wysłane propozycje ocen? Ponieważ niczego nie znalazłam w swojej skrzynce pocztowej i na komunikatorze Teams również. 
Z wyrazami szacunku,
Pucio Pucio
 
Wykładowca 
przed chwila przeslalem pani kopie
mojego maila do Pani Kici Fici, ktora w imieniu calej grupy uzgadniala jak mam to zrobic
jakis czas temu kontaktowala sie tez ze mna jedna ze studentek, ktora przypominala ze podwyzszala ocene na konsultacjach
Pani z tego co widze ma 2 nieobecnosci- dopuszczalna byla jedna na tym przedmiocie i o tym mowilem na pierwszych zajeciach, wiec logicznie druga trzeba bylo zaliczyc na konsultacjach, zeby zaliczyc przedmiot
pozdrawiam serdecznie Doktor Wiktor

Studentka
Szanowny Panie Doktor, 
Należę do grupy 1 i niestety nigdy nie dotarła do mnie lista z proponowanymi ocenami. Byłam przekonana, że nie było mnie tylko na jednych zajęciach, stąd moje skonsternowanie. Czy jest jeszcze jakakolwiek szansa na zaliczenie przedmiotu, póki protokoły nie są zamknięte? Bardzo proszę, niezmiernie zależy mi na zdaniu Pańskiego przedmiotu. 
Z wyrazami szacunku, 
Pucio Pucio

Pani Pucio,
mnie juz nie ma na uczelni
moze Pani zaliczyc w sesji
bede na uczelni w czwartek 30-go na obronach od 10.00
moze pani poczekac jak skoncze i zaliczyc jeden z tematow- proponuje ostatni
pozdrawiam Doktor Wiktor
 
Panie Doktorze, 
Ogromnie Panu dziękuje! Czy przypomniałby mi Pan jak brzmiał ostatni temat? I na jaką formę zaliczenia mam się przygotować? 
Z wyrazami szacunku, 
Pucio Pucio


ostatnio rozmawialismy "O dendrytach i wędrujących Emtach" M. Drzewieckiego
znajdzie Pani ten tekst w ksiazce pod red. Olchy i Dęba, "Żegnajcie drzewa"
pozdrawiam Doktor Wiktor

...

Szanowny Panie Profesor,
Miałam przypomnieć w niedzielę wieczorem o konsultacjach, więc robię to nieco spóźniona. Proszę również o informację czy będą się one odbywać w instytucie. Jeżeli tak - w którym pokoju? 
Z poważaniem, Pucio Pucio

Dzien dobry,
dziekuje za przypomnienie.
Konsultacje musimy miec na terenie instytutu dendrologii. Bede od 12.00 w pok. 40C
pozdrawiam serdecznie a.k.
 
 
Najpierw usłyszałem wahające się kroki. Z dobiegających zza drzwi dźwięków domyśliłem się, że ktoś sprawdza numer pokoju. Po chwili zobaczyłem twarz w loczkach a następnie popiersie i wreszcie całą studentkę.
Przywitała i usiadła, wyjaśniając co zacz. 
Odchrząknęła i wlepiła wzrok we mnie.
Widząc, że sama nie zacznie- zagaiłem "no to słucham- co tam pani wyczytała?"
"Ja szukałam wszędzie tej książki i nigdzie nie było- ani w Internetach, ani na Allegro, ani w antykwariatach czy bibliotekach- nigdzie, więc mogę tylko na podstawie recenzji, którą przeczytałam... więc w tej książce.."
"Musi Pani dotrzeć do oryginalnego tekstu" - przerwałem obcesowo. Nie da rady inaczej bo mam kilka bardzo konkretnych pytań i bez przeczytania, notatek i przemyślenia Pani po prostu nie odpowie". Mowiąc to podszedłem do biurka i sięgnąłem po książkę. 
"Niech Pan nie mówi, że ma Pan tę książkę! Jak da mi Pan dosłownie 3 sekundy to ją szybko przejrzę i mogę odpowiadać" 
"Niestety obawiam się, że 3 sekundy nie wystarczą. Tekst jest napisany trudnym specjalistycznym językiem i na samo zrozumienie potrzebuje pani trochę czasu w ciszy i spokoju. Umówimy się na konsultacje jak już pani się porządnie przygotuje. Książka jest w Ossolineum oraz w naszej instytutowej czytelni".
W oczach ujrzałem pewną cielęcą bezradność...
"eeee... uhm... a gdzie jest czytelnia?"
"Naprzeciwko naszej instytutowej biblioteki" 
"A biblioteka?"
"Piętro niżej przy schodach. W zasadzie prawie pod nami"
 
Przez chwilę kontemplowałem absurd sytuacji. Jak to się stało, że studentka przez rok nie obczaiła, gdzie jest biblioteka i czytelnia? Jak ona pozdawała wszystkie przedmioty, pozostając w tak głębokiej nieświadomości i zcielęceniu? Zaiste są na tej ziemi rzeczy, które nie śniły się nawet największym fizjologom... tzn dendrologom.