poniedziałek, 29 lipca 2013

Pozory


Kraina była mała, ale w pewien sposób zamożna. Obfitowała w pracowitość ludzi, sielski spokój i gościnność. Obcy, który tam przybył miał problem, żeby wyjechać, bo gospodarze traktowali gościa tak, jakby sam bóg wstąpił w ich progi. Ludzie ciekawi świata częstowali czym chata bogata i słuchali opowieści. Nalewki, ratafie i wiśniowe wino wyciągano wówczas z piwnic, a wędzonki z pieców i strychów, coby tylko przybysz był syty, napity i zadowolony. Zdawało się, że żarty, przekomarzania i opowieści nigdy nie ustaną, aż przychodził ten moment, kiedy znużony do cna podróżny sam czuł potrzebę udania się dalej, pozostawiając za sobą szczególny czas beztroskiej szczęśliwości. Wydawało się, że ludzie żyją tu w błogim bezczasie i że nie dociera do nich nic ze zła tego świata. Dwie wielkie wojny przeszły gdzieś obok, w niezauważony sposób, jakby szatan skradał się po swoje żniwo cichcem, gdzieś indziej, bojąc się, że zobaczą go dobrzy ludzie i będzie musiał zamrzeć, umrzeć lub nawet skamienieć od tego ich spojrzenia.

Rozbitkowie wojen, uciekinierzy z nieszczęśliwych ziem, też tu nigdy nie trafiali. Nie wiedzieć dlaczego. Nieliczni, którzy próbowali poszukać w tym dziwnym miejscu schronienia przed złem, ginęli w bagnach lub błądzili do końca swoich dni w puszczy. Było w tym coś niezrozumiałego. Jakowaś magia chroniła przestrzeń Krainy przed złem, jako i przed jego ofiarami.
Kraina nie posiadała żadnych bogactw naturalnych, nie biegły tu żadne szlaki handlowe, nie miała też żadnych wartości strategicznych. Tętniła życiem poza granicami jakichkolwiek cywilizacji. Wędrowca na ogół ogarniało wrażenie, że znalazł się pośrodku Niczego, Bezczasu, pozbawiony jakichkolwiek sensownych punktów odniesienia. Zawieszony w czasie tracił poczucie upływu miesięcy i lat.
Nie było władzy ani szkoły. Ileż to się natrudzili różni konkwistadorzy, żeby pokonać zaklęte bagna lub tętniącą własnym życiem puszczę! Dzieci spędzały całe dnie na zabawach, a kiedy dorastały, w naturalny sposób uczyły się prostej pracy od swoich rodziców. Z ojca na syna, z matki na córkę.
Nie było też prawa. Kłótnie kończyły się ucztami, śpiewami i zabawą. Sędzią mógł zostać każdy, a i tak nigdy nie podważono żadnego wyroku.
Aż pewnego dnia szatan przestał bać się ludzi i spojrzał na Krainę. Jedyny raz, ale za to długo, przeciągle, z odwagą, złością. I w szczególnie natarczywy sposób, jakby oczekiwał spełnienia jakiegoś proroctwa. Albo tak sobie to tłumaczyli ludzie.
Byli tacy, co utrzymywali, że jakaś sprzeczka braci zakończona morderstwem sprowokowała lawinę zdarzeń, a byli też tacy, którzy początku dopatrywali się w gwałcie, jaki zadał czyjś syn córce kogoś innego, a może i nawet własnej siostrze. Jeszcze inni wspominali coś o chudych latach, nieurodzaju, głodzie, wyczerpaniu i coraz większej nerwowości dnia codziennego.
W czasie krótkim jak uderzenie kamiennej siekiery, rozpętało się piekło zagłady. Ludzie zaczęli dostrzegać między sobą nic nieznaczące dotąd różnice, które stały się stygmatem, znakiem przynależności do świata Innych. A znaczenie miało praktycznie wszystko: kolor oczu, włosy, osada, klan, płeć. Szczególnie płeć.
Ludzie stworzyli prawo silniejszego: słabszy musi wyzionąć ducha wcześniej i wycierpieć z powodu swojej słabości tak długo jak tylko będzie w stanie wytrzymać. A najlepiej dłużej. Inwencja ludzka w tym przypadku nie znała granic ani żadnych hamulców. Od początku rósł dług krzywd, który spłacić można było jedynie cierpieniem i krwią, zaciągając przy tym kolejny, jeszcze większy dług krzywd, cierpienia i krwi. I tak w kółko.
Ofiarami pierwszych tortur i mordów padły głupki wioskowe, proste umysły, które nie były w stanie ogarnąć zmiany, przemyślności zła ani uciec w odpowiednim momencie. Po nich przyszedł czas na naznaczonych fizyczną niemotą. W następnej kolejności ci, których można było w zbiorowej wyobraźni uczynić najbardziej obcymi, a z czasem obcymi na swój sposób: wędrowcy, o ciemnej karnacji skóry, obrzezani, z widocznymi znamionami na ciele, rudzi, łysi, z bielmem na oku lub jakkolwiek odstający od przeciętności. Urządzano im publiczne, długotrwałe  tortury, wydawać by się mogło, że bez końca, lecz zawsze kończące się śmiercią w mękach. W trakcie widowiska ludzie obstawiali zakłady, jak długo wytrzyma ofiara. Spektakle bólu i śmierci trwały czasem całymi tygodniami – kiedy zaś zbrakło obcych, przygłupów i naznaczonych, których można torturować i bezkarnie zabijać, klany zaczęły wycinać się nawzajem.
A była to wycinka totalna. Pochwyceni nie mieli żadnych szans na ujście z życiem i mogli tylko modlić się bezskutecznie o szybką śmierć, jeśli tylko ostały się w nich resztki wiary. Zresztą pochwycić wrogowi dawali się tylko ci, którzy odurzali się idiotycznymi nadziejami, zbyt słabi, żeby targnąć się na własne życie lub zaskoczeni we śnie, co nie zdołali uciec w niebyt. Mieli oni potem obserwować i doświadczać ludzkiego bestialstwa mieszkańców Krainy, opuszczonej przez boga i przeklętej przez szatana.
Żywi przeklinali życie. Swoje i innych. Wiedzieli, że prędzej czy później dostaną się w sprawne ręce silniejszego od nich oprawcy, więc już teraz brali odwet na żywych ciałach wrogów jako rodzaj zaliczki/zapłaty za swoje cierpienia w przyszłości.
Ciało i kobieta stały się cenne w makabryczny sposób.
Z tych wszystkich nerwów i tkanek oprawcy mogli wydobyć nieskończenie wiele cierpienia. Nawet nie wystarczyło historii i cierpliwości, żeby dotrzeć do głębszych pokładów. Było zatem szarpane, rwane, rozciągane, odcinane, kłute, piłowane, miażdżone, ćwiartowane i poniżane na miliony sposobów. Można było wydobywać z niego całe symfonie bólu, cierpienia i przekleństw. Nadszedł czas bestii, szaleńców i psychopatów, bawiących się słabością innych.
Kobieta zawsze słabsza. Idealna ofiara, bo nigdy nie miała szans w starciu z mężczyznami zahartowanymi ciężką pracą w polu lub puszczy. Miękkie ciała łagodnych kobiet stały się zabawkami dla degeneratów i tchórzy. Nic tak nie drażniło wroga jak niewolenie, tortury, gwałty i poniżanie jego kobiet – atak na najcenniejszą z własności.
Trzeba było zrobić wszystko, żeby nasienie nie znalazło gruntu. Żeby wróg nie miał z kim płodzić potomstwa, które mogłoby dorosnąć i chcieć odpłacić jeszcze okrutniej. Wypalić możliwość odrodzenia w dzieciach i wnukach. Wypełnić ludzi tak wielką rozpaczą, jaką może dać tylko świadomość, że pamięć i historia właśnie się kończą.
Ostatni mieszkaniec Krainy zmarł z powodu ran i wycieńczenia, próbując przedrzeć się przez bagna. Miał na rękach krew wielu ludzi i resztki nadziei, że za bagnami przyjmą go jako ofiarę cudem ocalałą z rzezi.

Czas błyskawicznie pokrył szczątki ludzkie i zgliszcza domów miękkimi dywanami traw i mchów. Ludzie, którzy przybyli tu niedługo później zachwycali się puszczą, leśnymi źródełkami i ruczajami. No i tym rajskim spokojem bez śladu człowieka. 



 wersja polska http://lubimyczytac.pl/ksiazka/249968/21-pokreconych-opowiadan
książka dostępna od lipca 2014

deutsche Übersetzung (Irka)

Schein

wersja niemiecka dostępna w wydawnictwie Lebensreise od lipca 2014 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz